przejdź do treści

Rozmowa z Nikodemem Rozbickim i Michałem Kurkowskim, twórcami rapowego serialu audio „radio inżynierska” | Nowa forma Nowych Form – NFT na czas kryzysu

mężczyzna z zasłoniętą twarzą
mężczyzna z zasłoniętą twarzą czerwonym szalem

 

Krzysztof Popiołek: Ciekawi mnie wasz impuls do tej opowieści. Chcieliście skomentować czy udokumentować to, co się dzieje dookoła?

Michał Kurkowski: To się wydarzyło trochę poza nami. Wyszedłem do sklepu przy ulicy Wileńskiej i miałem z pewną panią małą sprzeczkę. Była bardzo zestresowana i zła, że moje ciało przez chwilę znalazło się za blisko jej ciała. Akurat sięgałem po butelkę wina. Cała ta sytuacja z kwarantanną bardzo mocno oddziaływała na mnie emocjonalnie. Miałem napad nerwicy, w trakcie którego czułem, że się duszę. Pomyślałem, że z tego miejsca mogę to doświadczenie pandemii opowiedzieć, żeby je oddalić. Mam dobry kontakt z sąsiadami przy ulicy Inżynierskiej, gdzie mieszkam, często z nimi rozmawiam. Różne głosy zaczęły we mnie gadać, zacząłem nimi myśleć.

Czułeś potrzebę, żeby to opowiedzieć sobie czy im?

MK: Żeby zapisać.

Nikodem Rozbicki: Ale zanim się zgodziłeś na ten projekt trochę czasu minęło. Pamiętam naszą pierwszą rozmowę, gdy będąc na ursynowskim osiedlu na początku tego całego zamieszania, zadzwoniłem do ciebie i powiedziałem: Michał, a gdyby twoje rapy z notatnika połączyć z osiedlową opowieścią o ludziach, którym brakuje kontaktu z drugim człowiekiem? Później przez kilka dni cię męczyłem tym tematem, aż podesłałeś mi zarys pierwszego odcinka. Zaczęliśmy snuć wspólną wizję kształtu tej opowieści. Od początku chcieliśmy stworzyć portret tych czasów. Z jednej strony dokumentalnie, o zjawisku izolacji: wszyscy siedzimy w domach i jesteśmy z tym sami. Z drugiej strony – chcieliśmy przedstawić różne spojrzenia na to, co nam się wydarza, pokazać osoby z różnych środowisk, w różnym wieku, z różną percepcją tego doświadczenia. Stąd pojawia się postać Komandosa (Tomasz Cymerman), który jest gotowy do walki i uważa, że jeżeli do niej nie staniemy, to wszyscy marnie zginiemy. Jest też Lekarz (Bartosz Gelner), który przedstawia swoje racje i tłumaczy jak powinniśmy się zachowywać, by przejść przez ten ciężki czas bez uszczerbku na zdrowiu. Ale mamy również sąsiadkę (Ewa Skibińska), która mówi: słuchajcie, jak mam możliwość, żeby opowiedzieć wam moją historię, to zrobię to i pamiętajcie: nieważne jakie są czasy, ważne żeby pamiętać o najważniejszym uczuciu – miłości.

Słuchając pierwszego odcinka, zastanawiałem się nad potrzebą sportretowania samego siebie w tych okolicznościach, w znaczeniu doświadczenia pokoleniowego. Jakby robić sobie zdjęcie z widokiem miasta, na tle Warszawy. Zastanawiam się nad językiem i formą waszego słuchowiska: czy uważacie, że ten język, który proponujecie – że rzeczywistość da się dzisiaj jeszcze w ogóle zrymować? Czy ona się poddaje rymowi? Czy nasz rozbity, fragmentaryczny świat da się poskładać w spójną frazę?

MK: Język rapu jest moim zdaniem najbliższy rytmowi współczesnego miasta. Moja koleżanka powiedziała, że to taki rapowy Boccaccio – szkatułkowa opowieść o pewnych ludziach, w pewnym momencie, w izolacji. Coś w tym jest. Od zawsze słucham dużo rapu, ale mam wrażenie, że w koronawirusie utworów rapowych powstaje trzy tysiące razy więcej – chyba wszyscy słyszeli choćby o hot16challenge2. Każdy zaczął rapować. Skoro każdy zaczął rapować, to chyba każdy musi mieć jakąś historię do opowiedzenia.

To jest ciekawe, że jeden z was jest dramaturgiem, drugi aktorem, a jednak w reakcji na to, co się dzieje sięgacie po zupełnie inny niż teatr rodzaj opowieści. Skąd ten język?

NR: Fascynacja. Rap to gatunek, do którego przekonałem się chyba najpóźniej, w rozumieniu i akceptacji tej formy. Wydaje mi się, że to jest ciekawa hybryda - połączenie pewnego rodzaju teatralnej formy, która ma w sobie ekskluzywność, z aktualnie najbardziej mainstreamowym nurtem muzycznym.

MK: Utwory Homera też w jakimś sensie były opowieściami muzycznymi. Muzyka sprawia, że zaczynamy wchodzić ze sobą w bliższe interakcje, jak w tańcu.

Wybija się u was polityczność, która dzisiaj jest już dosłownie wszędzie. Nie korzystacie z teatralnej metafory, tylko w sposób bezpośredni nazywacie rzeczy po imieniu. W tak popękanej rzeczywistości mówienie do siebie wierszem jest urzekającą, może nawet momentami wzruszającą propozycją. Poetyka elektroniki. Czy powinniśmy dzisiaj mówić do siebie wierszem?

(wspólny śmiech)

MK: To ciekawa uwaga. Jeśli chodzi o zapisy polityczne, to moja interwencja. Nikodem chciał od tego odejść.

NR: Jakbyś poznał pierwszą wersję… (śmiech) Polityczne wychodziło uszami i eksplodowało jak wulkan w każdym utworze. Tyle, ile potrafiłem, udało mi się zdjąć. (śmiech) Teraz niektóre rzeczy są wprost, inne pozostają zakamuflowane. Nie tylko polityczne, ale też literackie i popkulturowe nawiązania.

Opowiadacie się przeciwko jednej skrajności i przeciwko drugiej skrajności. Wypowiadacie się z perspektywy człowieka, który jest znudzony, wyczerpany tym wszystkim. Myślę, że to uczciwe.

MK: To ma scalać społeczeństwo, które jest rozbite nie tylko przez koronawirusa, ale też przez to, że sytuacja polityczna jest bardzo skomplikowana. Co z kolei, skrótowo mówiąc, jest dziedzictwem transformacji. A jeśli transformacja, to jesteśmy z powrotem w rapie, który w Polsce jest przecież jej dzieckiem.

NR: Radio jest dla tych ludzi, dla bohaterów naszej kamienicy przestrzenią, gdzie każdy ma prawo powiedzieć wszystko.

MK: I nie bać się o swoją twarz.

NR: W czasach, kiedy nikt nie może wyjść z domu, radio jest forum, na którym każdy może powiedzieć to, co mu leży na sercu i jeżeli ma ochotę, może skręcić też w stronę polityki. Tak to sobie tłumaczę. (śmiech)

MK: W pierwszym odcinku chcieliśmy stworzyć perspektywy. Wielość perspektyw.

Rozpiąć horyzont.

MK: A w drugim zacząć zawężać, wchodzić w konkretne tematy. Każdy odcinek będzie miał swój osobny temat prowadzący.

Planujecie kontynuację?

NR: W planach mamy pięć niedługich odcinków tego słuchowiska. Dzisiaj premierujemy pierwszy.

MK: Radio straciło słuchalność przez wejście telewizji. Teraz telewizja traci oglądalność przez Internet. Ale mam wrażenie, że coraz więcej ludzi wraca do radia. Staje się ono jedynym medium, w którym nie jesteśmy atakowani przez obrazy.

Przesyt obrazów? To w ogóle pytanie o widzialność, w którą tak mocno dotąd wierzyliśmy. (Nawet teraz, rozmawiając ze sobą online, wybraliśmy wersję z włączonymi kamerami.)

MK: Niby radio nie daje możliwości spotkania z ciałem drugiej osoby, ale mimo wszystko mamy wrażenie, że w naszym słuchowisku ma się dostęp do postaci, które się wypowiadają.

Nie masz kontaktu z ciałem drugiej osoby, ale otwiera się przestrzeń marzenia i fantazjowania o nim.

NR: Daje nam to szanse stworzenia postaci nieoczywistych. Nie do końca odkrytych i podatnych na interpretację słuchacza.

Ta hybryda – mówię o formie waszego słuchowiska – co to jest za gatunek? Słuchowisko raperskie?

MK: Audio serial, który ma formę słuchowiska radiowego i jest jednocześnie hybrydą rapowej płyty.

NR: Taki koncept-album.

A przy tym long play. W pewnym momencie cała wasza opowieść staje się piosenką, świat staje się piosenką, która się rozrasta, wydłuża. W pierwszej połowie – jako słuchacz – skupiasz się na słowach, ale od pewnego momentu idziesz za muzyką, bo już wiesz o czym to jest, znasz temat.

NR: Kiedy łączyłem dźwięki z tekstem, chciałem żeby to było spójne. Muzyka stała się bohaterem tego słuchowiska. Jednym z bohaterów. To jedna ze ścieżek, za którą można pójść.

Kiedy mówisz, że muzyka stała się bohaterem, myślę o tęsknocie za muzyką jako uniwersalnym językiem.

NR: Każdy z tych utworów… to są bity, ale można je traktować też jako kompozycje muzyczne. Są dość mocno rozbudowane. Muzyka miała rysować charakter postaci: narzekający sąsiad jest zderzony z agresywnym, prostym bitem. A potem otwiera się przestrzeń w muzyce, która staje się przygodą, gdzie tekst jest raz asystą, innym razem dominantą.

Szukacie nowego języka. O niego chciałbym zapytać słowami Sylwii Chutnik, która w styczniu, w drugim programie Nowych Form pisała: „Jeśli miałabym myśleć o nowej drodze opowiadania, jeśli już musiałabym się pokusić o jej wyznaczenie, to byłby to mem skrzyżowany z reportażem, może z domieszką interaktywnych linków do ścieżki dźwiękowej i innych nawiązań artystycznych. Jednym słowem konglomerat odniesień, skojarzeń przetrawiony przez post-post ironię.”

Memiczność rzeczywistości zmiksowana ze ścieżką dźwiękową. Moim zdaniem, wy dajecie propozycję jak mogłoby wyglądać to, o czym Sylwia Chutnik pisała. Jaki jest wasz wymarzony rodzaj opowieści o świecie – w tym momencie, w jakim się znaleźliśmy?

MK: Olga Tokarczuk mówiła, że do opowiadania świata potrzebna jest czułość. Potrzebna jest literaturze. I my opowiadając o naszych postaciach chcemy być wobec nich czuli, a zarazem rap staje się coraz bardziej memiczny, ironiczny. Nikt już chyba nie robi rapu tak na poważnie, jak dwadzieścia lat temu.

W pewnym momencie, zwłaszcza na początku, to była sytuacja nie do zniesienia z powodu jej patetyczności i powagi, napięcia. Wy reagujecie żartem.

NR: Od początku nadaliśmy sobie taki wektor, żeby z jednej strony to były historie, które mogą dawać różne emocje ludziom, a z drugiej strony żeby były też elementy przełamania powagi zdarzeń, jakie dzieją się za oknem, żeby były w tym elementy humorystyczne.

MK: Postać Cybernetyczki (Ola Matlingiewicz) powstała dzięki Dorocie Androsz, która przesłała mi link do tego, jak ktoś opisuje koronawirusa z tej szalonej perspektywy. Z jednej strony nie jesteśmy tego w stanie traktować poważnie, a z drugiej strony kiedy to czytamy, zaczynamy myśleć: a co jeśli to prawda?

Nie jest to kabaretem na pewno. To jest coś, co migocze, co jest na pograniczu. Raz jest żartem, a za chwilę robi się boleśnie smutne i jest śmiertelnie poważnie, że jest jak jest.

NR: Wielość spojrzeń buduje takie napięcie. Każdy ma inną potrzebę kontaktu z drugim. Ktoś dzwoni i prosi o spokój, bo jest za głośno, a ktoś inny nawołuje – opamiętajcie się, bo to wszystko jedna wielka propaganda. To był ciekawy proces, w którym my również nie mogliśmy się spotkać. Pracując nad słuchowiskiem, siedzieliśmy na Zoomie albo na telefonie i szukaliśmy wspólnego języka. Kiedy rozmawiałem z Olą o cybernetyczce mówiliśmy sobie, że z jednej strony jej postać jest kosmitką, a z drugiej to może właśnie ona jest bliżej prawdy, świadomości, a może i spokoju, opanowania.

Kosmiczna, szeroka perspektywa.

NR: Lekko oderwana od rzeczywistości.

Świat nam się podzielił na ludzi, którzy noszą maseczki i tych, którzy zsuwają je na brodę. Nagrywaliście to, będąc zupełnie osobno. Nikt się z nikim nie spotkał?

MK: Tak, ja byłem poza Warszawą. Myśmy się spotkali ostatni raz półtora miesiąca temu, kiedy jeszcze nie było mowy o słuchowisku.

NR: Wszystkie korekty, zmiany koncepcji, nagrania wykonywaliśmy zdalnie.

Tego się nie słyszy. To nawet straszne – że w słuchowisku nie czuć, że się nie spotkaliście.

(wspólny śmiech)

NR: Współautor ścieżki dźwiękowej, Mikołaj Dobber, bardzo sprawnie podszedł też do montażu. Walczyliśmy, żeby nie było czuć kilometrów nas dzielących. W pierwszym odcinku bity stworzył dla nas również Kuba Karaś. Chcemy włączać w ten projekt różne osoby, z różnych teatrów, ale też z różnych dziedzin sztuki. Mocną inspiracją i czynnikiem determinującym dla naszej formy był punkt wyjścia, czyli sytuacja w jakiej jesteśmy – nie zrobilibyśmy filmu w tych czasach i w takich warunkach.

Ciekawe są momenty, kiedy rym się łamie, kiedy na końcu nie znajduje swojego drugiego rymu. Wróćmy na chwilę do pytania: czy ta rzeczywistość daje się jeszcze zrymować? Jest tak fragmentaryczna, tak popękana – czy to się da poskładać w spójną frazę i czy taka forma jest wiarygodnym odbiciem obecnej rzeczywistości? W momencie, kiedy rzeczywistość sama ze sobą jest często nieporymowana, splątana.

MK: To, co się rymuje, nie rymuje się w sposób prosty. Te rymy często są skomplikowane. Wiele jest oczywistych, jasne: planem-oceanem. Ale jest też sporo rymów, które istnieją tylko dlatego, że… Na przykład Andrzej Chyra miał taki rym, którego nie wykorzystał w końcu: jak latem narty na Krupówkach / się z domu nie ruszam. A rymowało się to tylko dlatego, że tam wchodzi rytm. I w rytmie dwóch fraz była możliwość zbudowania rymu.

NR: Ja się nie dziwię, że Andrzej tego nie wykorzystał. To było bez sensu.

 (wspólny śmiech)

MK: Czasem się nie da tego zrymować, a czasem można to zrobić – na zasadzie rytmu. Żyjemy w tym samym rytmie.

NR: W tym samym rytmie, mając swój własny rytm. I to się przekładało na wykony naszych twórców. Ja bym jeszcze inaczej odpowiedział na twoje pytanie. Rym – on jest czasami gubiony. Są momenty, kiedy jesteśmy w warstwie piosenki, rapowej opowieści i nagle przeskakujemy w świat słuchowiskowy, który przejawia się w tym, że nasza trójka (z Piotrem Witkowskim i Dorotą Androsz) próbuje tak do siebie mówić, żeby to się rymowało, ale też to nie zawsze do końca im wychodzi. Założyliśmy, że to jest dobre, bo jest autentyczne – my nie robimy słuchowiska do którego zapraszamy najlepszych raperów w Polsce. Siłą tego projektu jest to, że każdy z artystów – a przynajmniej większość z nich – pierwszy raz w ogóle mierzy się z taką materią. Dodaje to paradokumentalnego charakteru naszej próbie.

MK: Rap jest metaforą.

Użyłeś słowa „projekt”. Faktycznie, zastąpiliśmy w ostatnich latach słowo „dzieło” – słowem „projekt”.

NR: Zgadzam się z tobą. Nadużywam tego słowa, wiem. Przystępuję do nowego projektu. Robimy teraz projekt. Mało tego, trzeba się zastanowić, czy w ogóle lubimy to słowo. I czy chcemy go używać. Bez względu na to, czy jest to słuchowisko, czy konceptualny rap-album, czy audio serial, czy serial muzyczny – bo to jest też moim zdaniem dobra nazwa na to zdarzenie – to jest to bez wątpienia projekt pandemiczny.

Michał, miałeś w marcu pokazywać w ramach NFT swój projekt „Jak upadać mury”, ale z wiadomych względów się to nie wydarzyło. Jak upadać mury? Przy pomocy rapu?

MK: To jest dobre pytanie. Mimo że jestem już cztery lata po studiach dramaturgicznych, mam takie poczucie, że dopiero w zeszłym roku… wstałem z ławki. I z tego myślenia o tym, co to w ogóle ma być dalej, najpierw wymyśliłem projekt Jak upadać mury, który był rzeczywiście rodzajem teatralnego rytuału. Kolejny projekt, w którym biorę udział, jest rap-słuchowiskiem w czasie kwarantanny, kiedy rosną mury, wynikające z tego, że nie możemy się spotkać. Mury cielesne, mury okoliczności. Mury okolicznościowe – to zdecydowanie dalszy ciąg tego, co miałem pokazać a nie pokazałem. Można upadać mury poprzez muzykę i wiersz.

NR: A ja bym dodał, że wierzę w proste rzeczy i że z nich jest skonstruowany świat. Upadać mury można też poprzez bliskość i kontakt z drugim. Ludzie stają się silniejsi przez to, że mogą podzielić się z kimś swoją troską albo obawą, albo nadzieją. Na przyszłość.

MK: Jest też tak, że gdyby ktoś mnie zapytał, co to jest za dziwny projekt, to powiedziałbym, że to projekt ziomalski. Może to kwarantanna sprawia, że możemy sobie na coś takiego pozwolić. Że możemy zrobić coś zupełnie innego, niż robiliśmy zazwyczaj. Dorota Androsz w swoim pierwszym wejściu mówi: Z i P, czyli „Ziomki i Przyjaciele”. To jest nazwa klasycznego polskiego składu hip-hopowego, w którym zresztą zaczynali choćby Sokół czy Pono. Złożyliśmy z Nikodemem dwie viktorie i chcemy, żeby „radio inżynierska” współtworzyły ziomki i przyjaciele.

Nazwałeś bliskość w tym momencie. Jesteśmy chyba skazani na konieczny minimalizm. A to pytanie, które sobie zadaję od dawna. Możliwe, że jest on jedyną rozsądną odpowiedzią – nadal nie znaleźliśmy innej – na przebodźcowanie świata. I jego nadmiar.

MK: Kwarantanna pokazuje, czego potrzebujemy.

Ponazywała rzeczy.

NR: Gdyby nie kwarantanna, ten projekt nigdy by nie powstał. Nie miałby siły mówienia o tym, co się dzieje tu i teraz. W dzisiejszych czasach, poza pisarzami, wszyscy są trochę w uśpieniu. No, może jeszcze malarze, rzeźbiarze… Ale aktorzy? Cieszę się, że rzuciliśmy się na stadną pracę pomimo ograniczeń.

W słuchowisku padają słowa: „cała ta zawierucha z Wuhan” czy „za oknami jest klęska”. Jakie macie strategie na radzenie sobie z tym, co jest za oknami? Czy to, co tam widać, jest rzeczywiście klęską?

MK: Byłem teraz przez miesiąc na Podlasiu, gdzie doświadczenie klęski suszy jest naprawdę… wstrząsające.

NR: Rozumiem wyzwania tych czasów, rozumiem, że jest to ciężki czas dla nas, ale wierzę, że pomimo konsekwencji, które będziemy długo odczuwali, jest to też moment, który może jest nam potrzebny – żeby każdy miał czas na powrót do siebie, do bliskich, do domu. Żebyśmy mogli docenić rzeczy, w których się rozsiedliśmy i traktowaliśmy jako coś, co się nam po prostu należy. Mam szczerą nadzieję, że ten czas postpandemiczny nadejdzie dość szybko i że przyniesie coś dobrego dla naszego postrzegania świata i szanowania tego, co mamy. Ciekawe, jaki świat się odsłoni po trzech miesiącach izolacji. Czekam na odwilż i powrót do rzeczywistości, do normalności, która może będzie miała odrobinę inne oblicze.

Tego wam życzę. Zobaczymy, jaki odsłoni się widok.

 

 

Twórcy i wykonawcy audycji "radio inżynierska"

reżyseria: OBI_1 / Nikodem Rozbicki
tekst: MIKE KUROSAWA / Michał Kurkowski
muzyka: Mikołaj Dobber (1,4,5,6,7,8,9), Kuba Karaś (2,3)
montaż: Mikołaj Dobber

WYSTĘPUJĄ:

OBI_1 / Nikodem Rozbicki
CHYŻY / Piotr Witkowski
DORSZU / Dorota Androsz

oraz (w kolejności pojawiania się):

SĄSIAD / Andrzej Chyra
SĄSIADKA / Ewa Skibińska
KOMANDOS / Tomasz Cymerman
CYBERNETYCZKA / Aleksandra Matlingiewicz
LEKARZ / Bartosz Gelner

Mazowiecki Instytut Kultury
realizacja: estinet.pl