Usługa języka migowego

Bibliotheca Alexandrina | Nowa forma Nowych Form – NFT na czas kryzysu

Artykuł archiwalny

widok z okna nowe formy teatru fot. krzysztof popiołek

Fot. K. Popiołek

1

W 2002 roku, w miejsce domniemanej lokalizacji pierwszej, starożytnej budowli, powstała Nowa Biblioteka Aleksandryjska. Ma ona zapewnić wszystkim chętnym wolny dostęp do wiedzy. W 2011 roku, w czasach rewolucji egipskiej i związanej z tym niepewności, ludzie utworzyli wokół niej żywy łańcuch, broniąc zgromadzonych osiągnięć ludzkości, które raz jeszcze zostały wystawione na próbę.

Kolejne dni to kolejne pożary. Kiedy to piszę, płonie Biebrzański Park Narodowy. Ziemia pod stopami płonie. Pomnik dziedzictwa naturalnego.

W swoim felietonie Janusz Majcherek zwraca uwagę: scena historii bywa niekiedy ciekawsza niż scena teatralna, chyba że syntezy obu scen dokonują geniusze tacy, jak greccy tragicy i Shakespeare.

Wielki teatr świata. Teatr zdarzeń, teatr rzeczywistości, scena świata, theatrum mundi. Jeżeli świat jest teatrem, działania podejmowane w ostatnim czasie to jakaś szczególnie źle grana wielka improwizacja, powiedział mój przyjaciel. Mam to stałe, nie dające spokoju poczucie – konieczności uważnego obserwowania zmian, które zachodzą. Jeszcze zanim owinie się je w teatralną metaforę. Jeszcze nie jesteśmy w stanie tego opisać, opowiedzieć. To się jeszcze wydarza.

2

Jak miał wyglądać świat, który sobie wspólnie obiecaliśmy, na który się umówiliśmy? Zaczynam wyliczać, ale w połowie wznieca się we mnie bunt: przecież na nic się z nikim nie umawiałem. Ten świat można było zorganizować na zupełnie innym poziomie, zupełnie inaczej. Możliwości było wiele.

Jak szła ta opowieść? Wynalezienie umiejętności rozniecania i metod oswajania ognia – na początku dziejów ludzkości – jako element postępu. Oswojenie ognia, udomowienie ognia, wynalezienie sposobu rozpalania ognia dla celów pożywienia i dla celów zniszczenia, ogień początku, ogień końca, ogień katastrofy, ogień rytualny, ogień ogniska domowego, ogień w fizyce i spalanie, płonące komety, rozpalona wyobraźnia, wypalanie traw, płonące stosy książek, spalone biblioteki, tajemna moc ognia, ogień alchemików, pochodnie wojenne, ogień miłości i pożądania, ogień zagłady, żar serca, samospalanie się, samospalenie jako forma samobójstwa, ogień zapalniczki, zapalony papieros, oczyszczająca moc ognia, próba ognia, europejskie stosy, Giordano Bruno, palone kobiety, piece w Auschwitz, płonący dom w Ofiarowaniu Tarkowskiego. Ziemia sucha, ziemia spalona, wysuszona trawa, wyschnięte koryto rzeki, rozpalona wyobraźnia, wyobraźnia wypalona. Spalone mosty, spalone pomysły.

Czarnobylskie niewidzialne: kiedy przyroda solidarnie umierała razem z ludźmi, świat wydawał się (kuriozalnie) mniej nieracjonalny niż teraz. Kiedy człowiek umiera na niewidzialne, przyroda budzi się do życia i zdaje się tego nie zauważać – a może nawet jest jej to obojętne. Historia zna takie obrazy, tylko my o nich zapomnieliśmy.

3

W jednym ze swoich listów pandemicznych, Gildia Polskich Reżyserek i Reżyserów Teatralnych zapisuje warty przywołania fragment: arbitralnie ustalona nowa forma upowszechnienia działalności twórczej zakładająca wytwarzanie produktów tzw. on-line (“w sieci”) budzi nasz niepokój. Nie tylko nie każda forma twórczości może być prezentowana za pośrednictwem Internetu, ale też nie każda artystka i artysta posiada narzędzia do przeformułowania dotychczasowych działań lub środki niezbędne do zakupu narzędzi, które pozwolą stworzyć wysokiej jakości dzieło przygotowane do zdalnej prezentacji.

I czas, czas jest wartością: tworzenie w pośpiechu, na potrzeby zarobku, żeby móc się jakoś utrzymać, niekoniecznie jest w symbiozie z wysoką jakością artystyczną dzieła. Schodząc do schronu online, zabrnęliśmy w pułapkę, rozpięci między argumentem ekonomicznym a etycznym: pomiędzy koniecznością utrzymania i udowodnienia sensu swojej pracy a niestosownością pewnych działań w obliczu globalnego kryzysu. Potrzebny jest czas na namysł. Czas reakcji na zmianę struktury świata. Kryteria produktywności i kreatywności pozostają wątpliwe. Pod tym względem masowe przenoszenie wszystkich działań do sieci może wywołać przesyt, a wobec globalnej katastrofy i śmierci wielu ludzi, poddaje w wątpliwość etyczny wymiar działań – hurraoptymizm pierwszych tygodni, który zdaje się szczęśliwie minął, od początku wydawał się niestosowny, niesolidarny z tymi, którzy byli w stanie zagrożenia i z tymi, którzy nie przetrwali. Pocieszenie, ta funkcja sztuki, nie oznacza odwracania uwagi od prawdziwych problemów. Rozrywka jako rozerwanie – starych struktur myślowych, przyzwyczajeń – nie jest pielęgnowaniem swojej bańki, swojego ogródka, nie jest udawaniem, że nic się nie stało, że problem nie istnieje. Stało się i dzieje się.

Rok temu zacząłem planować na ten czerwiec konferencję poświęconą rejestracjom teatralnym. Wiele z nich jest technicznie nieprzygotowanych do publicznych prezentacji. Pozostają wątpliwej jakości, jako element na którym przeważnie się oszczędza. Nie są ani teatrem, ani filmem. Rejestruje się dla celów archiwalnych, a więc przy założeniu, że obejrzy to niewielu. Często nie zajmują się nimi odpowiednio wyszkolone w tym celu osoby. Przypominają się rejestracje: Umarłej klasy Kantora w reżyserii Wajdy, Dziadów i Wyzwolenia Swinarskiego w reżyserii Laco Adamika. Z napisami końcowymi i rozróżnieniem na reżyserię teatralną i reżyserię filmową. Próba znalezienia ekwiwalentu artystycznego teatru dla filmu. Rejestrowanie spektaklu jest jak tłumaczenie, translacja z języka kodów teatralnych na język filmowy. Z dopuszczalnym marginesem na kreację tłumacza.

Przekłada się kamerą ducha spektaklu, nie literę. Nadaje się duchowi inne ciało. W rejestracji nie udajemy, że pokazujemy ten sam spektakl. Nie, to już nie jest ten spektakl. To, co jest na płaskim ekranie to nie jest spektakl. To jest hybryda. To jest film teatralny albo może coś jeszcze innego. Na pewno nie spektakl.

Kamera interpretuje jednoznacznie. Ma to niewiele wspólnego z wolnością patrzenia i poruszania głową przez widza w teatrze. Kamera sugeruje – pokazuje to, na co została skoncentrowana jej soczewka, tam, gdzie została postawiona. Widz rejestracji nie może jej przesunąć. Pokazane zostaje to, co ma zostać zobaczone, zauważone. Kamera kieruje wzrokiem.

4

Wyobrażam sobie nową Bibliotekę Aleksandryjską, bibliotekę Umberto Eco, pełną roślin i tekstów kultury. To kierunek dla Nowych Form: idea szklarni, w której rosną utopijne manifesty na mroczne czasy, pozytywne wizje świata, propozycje, na które większość z nas byłaby w stanie się zgodzić, nie narażając się przy tym na śmieszność. Teksty dialogiczne, wielka międzypokoleniowa rozmowa. Strumień tekstów. Biblioteka myśli ludzkiej. Hodowla myśli.

– pisałem w autorskiej koncepcji Nowych Form oraz w tekście do czwartego programu, nigdy nie wydanego z powodu wybuchu epidemii.

Internet może być wielką encyklopedią ludzi, albo – przy kopiowaniu dotychczasowych schematów zachowań i przenoszeniu ich do przestrzeni wirtualnej – wielkim zbiorowym śmietniskiem, odzwierciedleniem nieporządku, nagromadzenia, nadmiaru. Trzeba być bardzo czułym, żeby nagłym zasypaniem ludzi różnej jakości wytworami kultury nie doprowadzić do sytuacji, w której ideę powszechnej dostępności zamieni się na koszmar półproduktów, półśrodków, nieuzasadnionych skrótów myślowych i rzeczy z katalogu za szybko, za prosto. Nie należy pomylić tego z surowością pracy work-in-progress.

Przenoszenie świata, kopiowanie go do schronu online jest niebezpieczne – potęguje wrażenie, że każdy jest artystą, każdy może zrobić film na YouTubie, napisać tekst i opublikować go na Facebooku. Nie na tym przecież polega droga artystycznego poszukiwania. Zwracał na to uwagę – podczas otwarcia NFT – Paweł Łoziński. Dzisiaj słowa brzmią szczególnie przejmująco, zwłaszcza dla tych, którzy latami zadają sobie trud schodzenia pod powierzchnię. Ten, kto sam o sobie mówi, że jest artystą, jest zazwyczaj idiotą, mówił Michael Haneke. Artysta… To jest pojęcie, które mogą nam nadać inni. Jeśli uznają, że ktoś stworzył dzieło sztuki.

5

Jeśli świat jest teatrem, ludzie noszący maski idealnie wpisują się w tę opowieść. Widok z Czarnego lustra albo jak u Burtona. Kiedy pierwszy raz wyszedłem na ulicę i zobaczyłem ludzi o zasłoniętych twarzach, pomyślałem: Mechaniczna pomarańcza, historia zbiorowego szaleństwa. Ile czasu potrzeba, żebyśmy zapomnieli jak wyglądają ludzkie twarze bez ukrycia?

Na koniec dwa zdania przeczytane po ponownym otwarciu terenów zielonych:

Wyszedłem na spacer, było pięknie.

Miłość jest wejść do lasu.

Po lockdownie, po odcięciu nas, redukcji wszystkiego do koniecznego minimum – to zostaje? Wzruszenie światem?

Krzysztof Popiołek
kurator Nowych Form

 

Artykuł archiwalny

Mazowiecki Instytut Kultury

realizacja: estinet.pl