Usługa języka migowego

“Okno na podwórze” | Nowa forma Nowych Form – NFT na czas kryzysu

Artykuł archiwalny

Okno na podwórze

Fot.: K. Popiołek

Jestem zmęczony i przeraża mnie ta cała reorganizacja wszystkiego, powiedział mój przyjaciel wracając do domu. Kiedyś niezależnie od tego, gdzie się wylądowało, uczucie było prawie zawsze podobne – mogłem wyjść z lotniska i czuło się <taką fajną wolność>. Powietrze pachniało praktycznie zawsze tak samo. Można było pójść, dokąd tylko się chce.

Czy trzy tygodnie to długo? Długo, bardzo długo. Zależy kto liczy. Zależy od okoliczności. Wszystkie odpowiedzi są poprawne. Wolność stopniowo ograniczona została do samotnych spacerów nie dalej niż dwieście metrów od domu, ze społeczną izolacją i społecznym dystansem na odległość dwóch metrów od siebie. Zamiast podania dłoni – stuknij się w łokieć. Jedną z nielicznych pozostałych przestrzeni wolności (i rozrywek z gatunku: wiszenie na trzepaku) został widok z okna. Przypomniało mi się jeszcze z czasów studiów takie pojęcie, które jest obecne w prawie budowlanym: prawo do widoku z okna.

Moje okna wychodzą na wschód. Codziennie wcześnie rano budzi mnie ciepło słońca, syreny i niosące się po osiedlu „halo, tu Policja”. Na biurku leży m.in. Zaczynając od moich ulic Miłosza. Przez chwilę przez głowę przebiega Z daleka widok jest piękny Sasnalów, a potem myśli zatrzymują się na widokach Kopca Kościuszki Wyspiańskiego, które zapisały się w mojej pamięci podczas dziewięciu lat mieszkania w Krakowie. Teraz blok, dziewiąte piętro, Żoliborz, okna wychodzące na wschód.

Za ścianą słyszę nieustannie i konsekwentnie, od rana do wieczora powtarzane z telewizorów: koronawirusa, koronawirusa. Brzmi jak wywoływanie deszczu.

W przymusowej izolacji, z temperaturą 22 stopni na zewnątrz i widokiem na pół Warszawy – co można zrobić z takim pakietem antykryzysowym?

Elektrownia Białołęka, Sady Żoliborskie, Most Konopnickiej, Cytadela – wyliczam wzrokiem. Widoki moich ulic. Sprawdzam co rano, czy to wszystko jeszcze jest. Powtarzam po cichu pod nosem nazwy budowli, jakby od tego mojego szeptania zależało ich istnienie. Potwierdzam, wypowiadam zaklęcie, są, stoją jeszcze. Bawię się w podtrzymywanie ich trwania.

Na parapecie posadziłem zioła: oregano, lubczyk, kolendra, tymianek, bazylia. Patrzę, jak rosną – to spektakl ostatnich dni.

Le Corbusier pisał o blokach osiedlowych jako wielkich statkach przemierzających zielone oceany. Przed nosem wyrosła mi inna architektura – tekstu. W ostatnim czasie mój komputer odmówił współpracy. Nagła awaria przymusowo wepchnęła mi w rękę coś do pisania i kolejne kartki papieru. Skróty, skreślenia, nadpisywanie, stawianie konstrukcji i dodawanie pięter. Kompozycja, architektura kartki papieru. Forma. Zapomniałem już, jakie to piękne widzieć na kartce drogę.

Prawo do widoku z okna. Jak realizować tę przestrzeń wolności? Obserwować i studiować to, co dzieje się za oknem. Portretować zmieniający się widok. Uważnie śledzić wszelkie zmiany. Wypatrywać ich jak kogoś dawno nie widzianego w okolicy.

I nagle jestem w Do latarni morskiej Virginii Woolf, a za chwilę mój pokój stanie się Pokojem Jakuba.

W tym wyobraźnia ćwiczy się od lat – dostosowywać się do okoliczności w celu przetrwania. A jednak dzisiaj dociera do swoich granic. Powtarzane zdanie przyszło nowe prowokuje ćwiczenia z wyobraźni – co to właściwie znaczy, że nasz świat nie wróci do konfiguracji sprzed miesiąca? Co znaczy, że czeka nas powtórka z lat dziewięćdziesiątych, a społeczeństwo zubożeje? Redystrybucja dóbr do niższych warstw? Na horyzoncie kolejna katastrofa: susza? Nierealna realność. To, co widzę za oknem, z każdym dniem ulega zatarciu, rzeczywistość na granicy fikcji. Co to za gatunek?

W ostatnich miesiącach starałem się zwrócić uwagę na to, że powinien nastąpić zwrot opowieści – od negatywności w kierunku utopii. Teraz nie mamy już wyjścia – musimy zacząć wyobrażać sobie jakoś przyszły świat. To wydaje się, szczególnie dzisiaj, bardzo ważnym zadaniem sztuki – nie dopuścić do uśpienia, nie pozwolić na implikowanie starych, zachowawczych schematów do warunków nowej rzeczywistości.

Ratować się przed szaleństwem tego świata – zdanie, które chodzi za mną już od pewnego czasu. Jakoś trzeba go sobie opowiedzieć. Zanim opowieść zaczną snuć i sprzedawać nam ci, którzy mają w tym doraźny interes.

Dziwny stan. Zawieszenie pomiędzy fascynacją, zdziwieniem i przerażeniem.

Hitchcock by tego lepiej nie wymyślił.

* Chciałbym wysyłać do Was co czwartek takie pocztówki – mikroeseje. Tekst rozwijany co tydzień jak wysuwające się ramię teleskopu. Zaproszenie do obserwowania świata z wieży. Zaproszenie dla Was na kartki mojego czegoś-na-kształt-dziennika.

Krzysztof Popiołek
kurator Nowych Form

 

Artykuł archiwalny

Mazowiecki Instytut Kultury

realizacja: estinet.pl