Usługa języka migowego
Artykuł archiwalny

Trzecia w tym roku weekendowa odsłona, w ramach projektu #LasRzeczy, jest prezentacją prac Sebastiana Winklera, który traktuje nieporadność, fuszerkę i partactwo jako queerowe strategie rozpychania wyobraźni. W praktyce artystycznej przygląda się swojej pozycji społecznej, będącej mieszaniną wykluczeń i przywilejów warunkowanych kategoriami klasy, rasy, płci i seksualności.

fotografia: obraz przedstawiający mężczyznę w foliowym ubraniu, opartego przodem ciała o ścianę

Sebastian Winkler Zhora Fot. Dokumentacja własna artysty

Sebastian Winkler We’re no computers, Sebastian, we’re physical
3-4 września 2022 r. w godzinach 16:00–21:00 | Galeria Foksal
Oprowadzania: 3 września 17:00; 4 września 17:00 – z tłumaczeniem na PJM
Otwarcie wystawy: 2 września (pt) 18:00
Wstęp wolny

Tytuł wystawy został zaczerpnięty z filmu „Łowca androidów” Ridleya Scotta. „Macie w sobie coś ze mnie. Pokażcie mi coś… cokolwiek” – mówi inżynier genetyczny Sebastian do Roya i Pris, dwojga replikantów, których DNA współtworzył. Roy odpowiada:

„Nie jesteśmy komputerami, Sebastianie, jesteśmy bytami cielesnymi”.

I tym samym odmawia wykonywania poleceń.

Zbieżność imion między artystą a postacią filmowego inżyniera nie jest przypadkowa. To sugestia, że prace Winklera pouczają swojego twórcę niczym zbuntowane replikantki. Tak jakby chciały podkreślić własną niezależność i skłonność do niesubordynacji. Tak jakby mówiły:

„Żyjemy własnym życiem. Nie jesteśmy maszynami do prowadzenia walki lub spełniania seksualnych fantazji”

(do tych właśnie celów najczęściej wykorzystywano androidy w filmie Scotta).

Pokazywane na wystawie prace to autoportrety – wizualne repliki/klony artysty. Są one queerowymi porażkami widzenia, zapisem nieudanych prób sklejania tożsamości z obrazowych strzępów. Odzwierciedlają fiasko socjalizacji, wtłaczania osób queerowych w ramy heteronormy. Wyraźne zainteresowanie artysty tym, co nie-ludzkie – postaciami androidów, obcych, klonów, cyborgów, hybryd, mitycznych herosów – jest reakcją na doświadczenie dehumanizacji, a także przejawem alienacji, wyobcowania ze status quo.

Większość tych nie-ludzkich postaci ma zasłonięte lub zamknięte oczy, co przywodzi na myśl powiedzenie o „oczach jako oknie duszy”. Cóż, w tym przypadku okna są zatrzaśnięte i trudno powiedzieć, czy w ogóle coś się za nimi kryje. Od tej reguły są dwa wyjątki. „Ellen Ripley” patrzy, lecz nie widzi – jej ciemne, spękane, pozbawione tęczówek gałki przypominają czarne dziury, wyglądają, jakby zapadały się w głąb siebie.Wydają się jednocześnie tępe i smutne, mechaniczne i podatne na zranienie. Z kolei „Zhora” ma oczy szeroko otwarte, ale martwe. Została zabita przez łowcę podającego się za przedstawiciela Komitetu Wykroczeń Moralnych. Była to kara za próbę ucieczki, za odmowę podporządkowania i wykonywania dalszej pracy na rzecz opresyjnego systemu.

Pozostałe obiekty również odnoszą się do kategorii pracy i związanej z nią alienacji. Pojawiają się tu wątki pracy fizycznej, emocjonalnej i seksualnej, pracy jako misji i jako pokuty. Jedyna rzeźba, jakby wyciągnięta z gejowskiego porno, nosi tytuł „Cykliniara”. Przedstawia ni to pracownika seksualnego, ni to robotnika podejmującego próbę renowacji parkietu – w każdym razie postać całkowicie nieprzygotowaną do przydzielonego jej zadania, z fetyszowymi akcesoriami zamiast narzędzi remontowo-budowlanych.

Nienormatywność i wynikające z niej poczucie nieadekwatności przejawiają się w zaburzeniach wizji.

„Czuję to za moimi oczami”

– wyznaje klon Ellen Ripley z filmu „Alien: Resurrection” Jean-Pierre Jeuneta, mając na myśli Obcego, z którym dzieli kod genetyczny. Podobnie Winkler odczuwa obcość swoich pragnień, kulturowych kodów, obrazów, które przyszły z zewnątrz (z filmów, reklam, pornografii, mitów) i zostały zaszczepione w jego nieświadomości niczym implanty. A następnie wyrwane i wystawione na pokaz.

Piotr Fortuna

fotografia: mężczyzna ustawia na podłodze rzeźbę

Montaż ekspozycji Fot. Martyna Stołpiec

Artykuł archiwalny

Mazowiecki Instytut Kultury

realizacja: estinet.pl