Usługa języka migowego

“USS Pocieszenie” | Nowa forma Nowych Form – NFT na czas kryzysu

Artykuł archiwalny

zdjęcie do eseju okno, fot. K. Popiołek

Fot.: K. Popiołek

Dla oddechu czytam kolejne nagłówki gazet:

 

Kryzys rodzi postęp”

Ludzie zamknęli się w domach. Szum sejsmiczny we wnętrzu Ziemi przycichł”

Pszczoła o dwóch twarzach. Rzadki przypadek gynandromorfizmu”

Dalajlama radzi jak przetrwać kwarantannę”

Co by nam dziś powiedział ks. Tischner?”

Filmy, które odmienią twoje życie”

What Does My Dog Do When My Wife and I Try to Relax on the Bed”

(Dlaczego mi się to wyświetla?)

Już można handlować maseczkami”

The New Yorker opublikował esej Olgi Tokarczuk”

Rząd zapowiada <nową normalność>” (??)

Wygląda na to, że dzieje się tam jakieś życie, za oknem. Że jeszcze żyjemy. Że tak teraz wygląda życie.

 

Pierwszy kraj w całości ogłoszono obszarem chronionym ciemnego nieba”

Epidemia koronawirusa nie zahamowała obrotu dziełami sztuki. Kupujący licytują online odważniej niż w realu”

Osocze krwi ozdrowieńców ocali ludzkość”

 

Tworzy się właśnie doświadczenie pokoleniowe. ( T o dzieje się też w języku! Przypomniały mi się: esej O chorowaniu Virginii Woolf i Widok cudzego cierpienia Susan Sontag.)

 

W tym roku policzyłem, że śnieg padał przez jeden dzień. Widziałem go koło Hali Marymonckiej. Powinno powstać Muzeum Zimy. Pamiętam z dzieciństwa morze skute lodem – w mojej pamięci wygląda teraz jak obrazy Caspara Davida Friedricha: obrzydliwie romantycznie.

 

Słowa marca: horyzont czasowy. Nie wiemy, kiedy zniesiemy ograniczenia – to pokaże h o r y z o n t c z a s o w y .

 

I jeszcze ten nagłówek:

Amerykanie wysłali w stronę Nowego Jorku okręt szpitalny przygotowany na wybuch III wojny światowej”

USS Mercy.

 

Patrzę przez okno: świat nam płonie. I to dosłownie. Mój widok na wschód to jakieś kilkadziesiąt kilometrów. W ciągu ostatnich dni naoglądałem się pożarów: wystarczy 15-20 minut, żeby chmura zasłoniła znaczną część widoku. Chmura jest straszna: ciemne, ciemniejące kłęby dymu, zabrudzone, zabrane niebo. Idzie susza.

I ta wiadomość o pożarze w strefie czarnobylskiej. Oficjalny komunikat: wszystko opanowane¸ jak przed czterdziestu laty. Gdzieś po drugiej stronie słowa: Dosyć udawania, że wszystko jest ok! Powiedzcie ludziom, co naprawdę dzieje się z pożarem. Medialne doniesienia: 27-latek podpalił trawy przy strefie dla zabawy. A to relacja członka rady społecznej przy państwowej agencji zarządzającej strefą: Sytuacja jest krytyczna. Strefa płonie. Miejscowe władze meldują, że wszystko jest pod kontrolą, ale w rzeczywistości ogień gwałtownie obejmuje nowe terytoria. Historia zatoczyła koło, nie pierwszy raz. Nasz świat płonie. Jak Australia.

Kiedy pożar zbliżał się do miasta Prypeci, przygotowywałem akurat tekst zatytułowany Czarnobyl 2.0, odnoszący się do świetnie radzącej sobie bez nas przyrody, jednak postanowiłem zmienić nazwę. Pożary lasów w Australii, konflikt na linii USA-Iran, SARS-CoV-2. Co jeszcze, 2020? Na ulicach da się słyszeć lekceważące głosy naszych babć i dziadków: przeżyłem/-am wojnę, boję się tylko Niemca z karabinem.

Współczesny heroizm polega na zaniechaniu, na powstrzymywaniu się od działania. Jeszcze jeden przykład zmiany klasycznego modelu struktury opowieści, gdzie dotychczasowy anty-bohater staje się bohaterem. Przewartościowanie – od lenistwa do heroizmu.

Czy ta rzeczywistość ma w ogóle swoich bohaterów? Ci, którzy nimi są, często chcieliby nimi nie być.

 

Patrzę na fotografię: płynie przez ocean biały szpital.

Jak pisał Bertold Brecht?

 

Wtedy okręt o siedmiu żaglach

I czterdziestu armatach

Salwą rozedrze noc.

Szanowni panowie, czy śmiać się zechcecie,

Gdy będzie czerwony kur szalał?

Dla miasta przyniesie on apokalipsy czas,

Wszystko legnie w ruinie (…)

(tłum. Roman Kołakowski)

 

Płynie USS Pocieszenie, na ratunek przed szaleństwem tego świata. Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. Nie pora umierać.

 

Lekcja Czarnobyla. Ale dzisiaj przyroda nie umiera razem z nami. Umierają ludzie, ale nie zwierzęta, nie rośliny. Zastawiono na nas pułapkę: natura budzi się do życia, za oknami wiosna. Świat ma się dobrze. Bez nas jest nawet lepiej.

Pomiędzy wszystkimi pytaniami pojawia się kolejne: o bezpieczeństwo po powrocie. O bezpieczeństwo mikrobiologiczne w teatrach i innych instytucjach kultury, kiedy wrócą tam aktorzy, obsługa, widownie. Pracownicy i odbiorcy.

 

Na pocieszenie, wypisałem kilka dotychczasowych marzeń ludzkości – żeby poczuć, jak to brzmi – i czym to wszystko miało być:

 

ludzkość jako gatunek międzyplanetarny

budownictwo kosmiczne

przemysł orbitalny

górnictwo galaktyczne

galaktyki

srebrny glob

wioska księżycowa

osada na Księżycu

przystań etapowa

wydobycie surowców

kolonizacja

 

Obudziliśmy się z wielką niewiadomą w równaniu. Czy tak wyglądają granice wyobraźni?

Z jednej strony szkoda tego wszystkiego, a z drugiej – wcale. Patrzę przez okno, wiosna, prawie lato. Latają owady. Słońce świeci, chyba nawet bardziej niż zwykle. Nikt nie przeszkadza przyrodzie: kwiaty rosną, drzewa stoją, zwierzyna idzie, robactwo lata i drąży swój sen i swój sens.

Może to lepiej trzymać nas na boku, nie przeszkadzać. Patrzeć zza okien.

Potrzeba czasu, żeby móc zrozumieć, co się właściwie dzieje. Nie wolno przespać tego momentu.

Przeczytałem gdzieś ostatnio zdanie:

Jeśli w pokoju nie ma nikogo, nie ma też sztuki.

Kiedy jednak pokój płonie i są w nim ludzie, jedynym zadaniem sztuki – poza gaszeniem czy ucieczką – wydaje się być

przeciwko rozpaczy.

Przypomniał mi się dzisiaj pożar katedry Notre Dame. I wyobraziłem sobie, że płonie jaskinia Lascaux.

Krzysztof Popiołek
kurator Nowych Form

 

Artykuł archiwalny

Mazowiecki Instytut Kultury

realizacja: estinet.pl